czwartek, 21 kwietnia 2016

Przeobrażenie | Yossarian Malewski

Staje się sam w sobie.
Z nienawistnym uwielbieniem zapatrzony w samego siebie.
Z poczucia winy do samych gwiazd.
Ze wstydu po koniec wszelkiego początku.
Z głupoty własnej zaśmiewam się do łez.

Niewdzięcznicy.

Nędznicy.

Nienawistna miłość wyrażona w trosce.
Spełniona obietnica w wyciągniętej z pomocą dłoni.
Miska gorących ziemniaków z masłem.
Szklanka do połowy wypełniona ciepłą wódką.
Zatracić się w sobie – byle tylko czuć.

Sprzeniewierzyłem się.

Zagubiłem się.

Nim odnajdę znów choćby cień samego siebie.
Proszę powiedz mi że mnie widzisz.
Że słyszysz mój głos.
Że moje dłonie nie są przeźroczyste.
Powiedz cokolwiek. Proszę

Odrodzenie.

Na ziemię zstąpienie.

Oto jestem.
Nagi.
Nigdy więcej nie uwierzę w wasze prawa wstydu.
Zimny.
Nigdy więcej nie pokocham waszą miłością.
Bez odwagi.
Nigdy więcej nie zlęknę się was.
Bez opamiętania.

Nigdy więcej nie odbiorę sobie życia…

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

burza ciszy | Yossarian Malewski

Powiedz mi co oni nam zrobili? Jak mogliśmy na to pozwolić?

Dotykam Twoich ust wierzchem dłoni. A Ty spuszczasz wzrok. 

Wstydzisz się? 

Czuje wilgoć Twoich warg na skórze. 

Boisz się? 

Chciałbym pokazać Ci jak rodzi się tornado, jak rodzi się wulkan, jak powstają najwyższe góry. A ty odwracasz wzrok.

Piszesz rozważnie.

W chwilach nieuwagi wyrywają Ci się słowa, które burzą ten wystudiowany, elegancki spokój i wyraz głębokiego skupienia płynący z doświadczeń i wiedzy.

W chwilach uwagi upokarzasz mnie prostą celnością swoich myśli w sposób, który sprawia, że chcę więcej i więcej.

Pomiędzy tym cisza. Wypełniona szeptem, którego jeszcze nie możemy usłyszeć. Albo słyszeć go, boi się któreś z nas. Z tym obrazem namalowanym na białej ścianie. Za prześcieradłem. Za mgłą z mokradeł. Za powiewem ciepłego oceanicznego wiatru. Za szumem fal. Za ciemnymi okularami, przez które nie widać jak bardzo patrzę w Twoje oczy. Nie słychać jak to spojrzenie rozrywa milczenie w wybuchy śmiechu – jedyną drogę ucieczki.

Jest w tym wszystkim powaga i zabawa. Powaga żywiołów, których powstrzymywać nie sposób. Zabawa beztroska, której skutków nie będziemy przewidywać z wyboru. Z przekory wobec lęków. Z pragnienia chwil nieśmiertelności, które będą ranić nas do krwi w natarczywości snów przerywanych o poranku nagłym atakiem samotności.

Jest też nadzieja. Wiara. Strach. Cierpliwość. Ciepło i cierń, wyrwany z miejsca, którego nazwy nie pamiętasz.

A odnajdziesz jeszcze wstyd łamany szorstkim zdecydowaniem pragnienia…

Odnajdziesz stan bliski śmierci. Cały okryty ciepłem kobiecej delikatności…

Więc śpij. Sycąc się słońcem.

Spij zanim te szepty odbiorą Ci oddech.

Śnij…

© 2014 by Yoss

www.yossarian.pl