Frywolnie grzęznę w blasku słów.
Ciekawe – z wyborów niewypowiedziane,
Smaczniejsze od dojrzałych – trywialne,
Trujące ukryte pod soczystymi,
Przeklęte pod świętymi.
I dalej.
Poza pejzaże śmierdzących ruin.
W tych dłoniach zaplątanych we włosach.
Ach w tych dłoniach odnaleźć ukojenie.
Na dwa słowa – trzy.
Poza prawdą – czy jedynym dźwiękiem
Będziesz szelest włosów na krawędzi rzeczywistości i snu?
Pod spojrzeniem podniesionym za wysoko,
Ukrytym za nisko.
Bez nadziei na równowagę
Między burzącą spokój linią brzucha i nóg,
Ze skowytem wszelkich emocji.
Jeszcze więcej i jeszcze mocniej.
I tylko ty możesz zrozumieć,
A wszystkim roi się, że czytają bezbłędnie.
Tylko ty możesz powstać
Ponad błękitem.
Myląc niebo z wodą,
Wodę z niebem,
Niebyt z przepychem.
Natchnienie ze śmiertelną chorobą duszy.
Nieomylna
Natchniona
Pełna
Pani na tronie królestwa.
Ścinająca głowy.
Obwołująca igrzyska.
Czuła mimo woli,
Wolna od czułości.
W wyrazach nieskończoności,
Przepełniona gniewem i łaską.
Za dużo dla śmiertelnych.
Za mało dla wiecznych.
Potęgujmy więc światy.
Spieniajmy wody oceanu.
Wznośmy szczyty,
Podpalajmy lonty wulkanów.
Ustanowimy nowe gwiazdy,
Starym nadamy nowe imiona.
Post festum.
Naznaczeni rajem, którego szukamy
Gubiąc dusze w czarnych podziemiach,
Nekropoli – świata.
© 2016 by Yoss
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz