poniedziałek, 2 stycznia 2017

Klucz | Yossarian Malewski

Światło przedzierające się przez gęstwinę zielonych liści.

Światło zasypiającego dnia.
Ślad na drodze wiodącej z do…

Całe życie jest drogą – tak bardzo chcemy wiedzieć skąd i dokąd, że zapominamy IŚĆ. Gdziekolwiek by nas ta droga nie prowadziła.

Całe życie jest ciągiem wyborów – między lodami a gorącą kawą. Między słodką truskawką i kwaśną wiśnią. Między cieniem i światłem. Między pustynią i oceanem.

Całe życie jest moim słowem – w szeptach, krzykach i śpiewnych litaniach. W modlitwach i herezjach. W błogosławieństwach i przekleństwach. W nieodpartym odruchu nazywania Ciebie imionami pragnień i westchnień na krawędzi omdlenia.

Moje dłonie są lustrzanym odbiciem Twoich. Moje oczy są lustrzanym odbiciem Twojej duszy. Nie ma w nich nic podobnego – jesteśmy różni i podobni jak dwa płatki śniegu. A jednak odnajdujesz swoje wnętrze we mnie. Spokój, mądrość i ciepło, którego pragniesz w sobie – ono tam jest. Potrzebujesz tylko klucza, który otworzy drzwi.

Drzwi są otwarte – co teraz zrobisz?



#yossarian #yossarianm


niedziela, 17 lipca 2016

Źródło | Yossarian Malewski

czuje jego rytm
puls pod powierzchnią myśli
brzmienie tuż za odgłosem uderzeń serca
brzęk za szumem krwi w żyłach

jest gdzieś wewnątrz…

zmylony
patrze przed siebie i za siebie
wyciągam dłoń, żeby poczuć 
lodowatą wodę źródła
przemierzam świat
zataczam coraz większe kręgi
gubię drogę
znajduję drogowskazy
błądzę

z wiecznie wyciągniętą dłonią

i coraz mniej czuję rytm, puls
coraz mniej słyszę brzmienie, brzęk

z wyciągniętą dłonią
błagalnie

bo jest gdzieś wewnątrz
a ja nie mogę znaleźć drzwi
wejść do środka
wciąż krążąc 
szukam, węszę, nasłuchuje

aż odezwie się wszystko
jednym głosem
cały wszechświat
że nic tu dla mnie nie ma
bo wszystko jest


wewnątrz

© 2016 by Yoss



czwartek, 26 maja 2016

Blask | Yossarian Malewski

Frywolnie grzęznę w blasku słów.

Ciekawe – z wyborów niewypowiedziane,
Smaczniejsze od dojrzałych – trywialne,
Trujące ukryte pod soczystymi,
Przeklęte pod świętymi.

I dalej.
Poza pejzaże śmierdzących ruin.

W tych dłoniach zaplątanych we włosach.
Ach w tych dłoniach odnaleźć ukojenie.

Na dwa słowa – trzy.
Poza prawdą – czy jedynym dźwiękiem
Będziesz szelest włosów na krawędzi rzeczywistości i snu?

Pod spojrzeniem podniesionym za wysoko,
Ukrytym za nisko.
Bez nadziei na równowagę
Między burzącą spokój linią brzucha i nóg, 
Ze skowytem wszelkich emocji.
Jeszcze więcej i jeszcze mocniej.

I tylko ty możesz zrozumieć,
A wszystkim roi się, że czytają bezbłędnie.
Tylko ty możesz powstać
Ponad błękitem.
Myląc niebo z wodą,
Wodę z niebem,
Niebyt z przepychem.
Natchnienie ze śmiertelną chorobą duszy.

Nieomylna

Natchniona

Pełna

Pani na tronie królestwa.
Ścinająca głowy.
Obwołująca igrzyska.
Czuła mimo woli,
Wolna od czułości.
W wyrazach nieskończoności,
Przepełniona gniewem i łaską.

Za dużo dla śmiertelnych.

Za mało dla wiecznych.

Potęgujmy więc światy.
Spieniajmy wody oceanu.
Wznośmy szczyty,
Podpalajmy lonty wulkanów.

Ustanowimy nowe gwiazdy,
Starym nadamy nowe imiona.
Post festum.

Naznaczeni rajem, którego szukamy
Gubiąc dusze w czarnych podziemiach,

Nekropoli – świata.

© 2016 by Yoss

niedziela, 15 maja 2016

Dwa | Yossarian Malewski

Początek dnia. Koniec dnia.
Lewa ręka i prawa.
Oczy, które nigdy nie zobaczą same siebie, 
Które mogą wpatrywać się w jedno z Twoich oczu.
Uszy, które słyszą to co z lewej i to co z prawej.
Dwie nogi, które prowadzą mnie tam…

Właściwie gdzie?

Czy to jest miejsce na mapie czy w moim sercu?
Czy w moim sercu jest mapa na której odciskam ślady swoich stóp.
A obok ślady stóp innych,
Tych co zdeptali,
Tych co ponieśli, kiedy byłem bez sił,
Tych co przeszli obojętnie,
Tych z którymi szedłem w jednym kierunku…

Właściwie tu.

W moim sercu. Jednym. Jedynym jakie mam. 

Z lekkością i łatwością oddaje je w Twoje ręce.
Nie musisz być ostrożna.
Nie powinnaś.
Ono nie pęknie – jest całe z księżycowego pyłu – nie może więc pęknąć.
Nie musisz być ostrożna.

Bądź tylko prawdziwa.

Bądź prawdziwie.


Naprawdę.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Przeobrażenie | Yossarian Malewski

Staje się sam w sobie.
Z nienawistnym uwielbieniem zapatrzony w samego siebie.
Z poczucia winy do samych gwiazd.
Ze wstydu po koniec wszelkiego początku.
Z głupoty własnej zaśmiewam się do łez.

Niewdzięcznicy.

Nędznicy.

Nienawistna miłość wyrażona w trosce.
Spełniona obietnica w wyciągniętej z pomocą dłoni.
Miska gorących ziemniaków z masłem.
Szklanka do połowy wypełniona ciepłą wódką.
Zatracić się w sobie – byle tylko czuć.

Sprzeniewierzyłem się.

Zagubiłem się.

Nim odnajdę znów choćby cień samego siebie.
Proszę powiedz mi że mnie widzisz.
Że słyszysz mój głos.
Że moje dłonie nie są przeźroczyste.
Powiedz cokolwiek. Proszę

Odrodzenie.

Na ziemię zstąpienie.

Oto jestem.
Nagi.
Nigdy więcej nie uwierzę w wasze prawa wstydu.
Zimny.
Nigdy więcej nie pokocham waszą miłością.
Bez odwagi.
Nigdy więcej nie zlęknę się was.
Bez opamiętania.

Nigdy więcej nie odbiorę sobie życia…

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

burza ciszy | Yossarian Malewski

Powiedz mi co oni nam zrobili? Jak mogliśmy na to pozwolić?

Dotykam Twoich ust wierzchem dłoni. A Ty spuszczasz wzrok. 

Wstydzisz się? 

Czuje wilgoć Twoich warg na skórze. 

Boisz się? 

Chciałbym pokazać Ci jak rodzi się tornado, jak rodzi się wulkan, jak powstają najwyższe góry. A ty odwracasz wzrok.

Piszesz rozważnie.

W chwilach nieuwagi wyrywają Ci się słowa, które burzą ten wystudiowany, elegancki spokój i wyraz głębokiego skupienia płynący z doświadczeń i wiedzy.

W chwilach uwagi upokarzasz mnie prostą celnością swoich myśli w sposób, który sprawia, że chcę więcej i więcej.

Pomiędzy tym cisza. Wypełniona szeptem, którego jeszcze nie możemy usłyszeć. Albo słyszeć go, boi się któreś z nas. Z tym obrazem namalowanym na białej ścianie. Za prześcieradłem. Za mgłą z mokradeł. Za powiewem ciepłego oceanicznego wiatru. Za szumem fal. Za ciemnymi okularami, przez które nie widać jak bardzo patrzę w Twoje oczy. Nie słychać jak to spojrzenie rozrywa milczenie w wybuchy śmiechu – jedyną drogę ucieczki.

Jest w tym wszystkim powaga i zabawa. Powaga żywiołów, których powstrzymywać nie sposób. Zabawa beztroska, której skutków nie będziemy przewidywać z wyboru. Z przekory wobec lęków. Z pragnienia chwil nieśmiertelności, które będą ranić nas do krwi w natarczywości snów przerywanych o poranku nagłym atakiem samotności.

Jest też nadzieja. Wiara. Strach. Cierpliwość. Ciepło i cierń, wyrwany z miejsca, którego nazwy nie pamiętasz.

A odnajdziesz jeszcze wstyd łamany szorstkim zdecydowaniem pragnienia…

Odnajdziesz stan bliski śmierci. Cały okryty ciepłem kobiecej delikatności…

Więc śpij. Sycąc się słońcem.

Spij zanim te szepty odbiorą Ci oddech.

Śnij…

© 2014 by Yoss

www.yossarian.pl

niedziela, 27 marca 2016

Wejście do ogrodu | Yossarian Malewski

Idę korytarzem. 
Zanurzony w zieleni, w zapachu obiecującym więcej i więcej… W tajemnicy. 

Idę korytarzem w cieniu starych drzew. Dotykam stopami ziemi i trawy. Szukam wejścia. Chciałbym dostać się do środka. Chciałbym poznać prawa, którymi rządzi się ogród. A on nie chce zdradzić swoich sekretów.

Między dziecięcymi krzykami i młodzieńczymi marzeniami. Między zapachem mchu i storczyków. Między natarczywością akacji i skrzypieniem starego hamaka wśród krzewów. 
Pająk przyczajony w pęknięciu kory. 
Głos ptaka, którego nie sposób dostrzec. 
Zapach słońca.

Idę korytarzem tajemniczego ogrodu.

Czuję lęk. Fascynację. 
Czuję pożądanie. Wstyd. 
Czuję ciekawość. Strach.

Niemal fizycznie wyczuwam Twoją obecność. 
Słyszę Twój oddech. 
Czuję zapach Twojej skóry. 
Czuję jak mnie dotykasz – nie dotykając, muskając ledwie przelotnie.

Leżę w zieleni tajemniczego ogrodu.

A Ty odchodzisz bez słowa. Bezdźwięcznie. Bezbarwnie. Spodziewałbym się nieba we łzach. Bez gwiazd. Bez ptaków. W tej ciszy bez koloru spodziewałbym się… 
A dostaję tylko zmiętą kartkę i dwa słowa: 
Napiszę później.

Tym samym korytarzem. 
Tą samą furtką.
W tym samym życiu.
A jednak zupełnie innym czasie, wychodzę do świat, którego wcale nie chce. 
Bez Ciebie.

© 2014 by Yoss

www.yossarian.pl